Wyniki konkursu

Tegoroczna edycja konkursu przysporzyła nam sporo pracy. Przysłaliście Państwo rekordową liczbę propozycji (kilkaset). Rekordowa była również jakość zamieszczonych treści. Wszystkie przeczytaliśmy z wielką uwagą i skupieniem. Pojawiały się rozmaite formy wypowiedzi: krótkie i rzeczowe, wierszowane, a także szersze o charakterze eseju czy felietonu. Wybór był niezwykle trudny. Po długiej i intensywnej dyskusji postanowiliśmy iż główną nagrodę iPad'a otrzyma Pan Tomasz Hetman. Panu Tomaszowi gratulujemy nie tylko wygranej, ale także talentu pisarskiego. Poniżej treść zwycięskiej wypowiedzi:

Ależ miałem szczęście! Mimo nagłego ataku zimy w październiku udało mi się nie tylko zdążyć, ale nawet mam jeszcze pięć minut czasu. Ha! Kawy zdążę łyknąć, o ile ktoś ją już w pokoju zaparzył. Udało mi się nie spóźnić, mimo letnich opon... tak to jest, jak człowiek po nocach późnych poprawia prace, uzupełnia stronę internetową a potem, na szybcika, szuka repertuaru na najbliższy występ zespołu wokalnego. A potem budzi się o wiele za późno. No, ale na szczęście wszystkie przejazdy kolejowe po drodze były otwarte i nie trafiłem na jakiegoś marudera nie do wyprzedzenia przed sobą...
- Proszę pana! Proszę pana!
Już na wejściu do szkoły przywitała mnie zaaferowana klasa czwarta B Proszę pana!
- No co jest?
- Proszę pana, bo my na piątej lekcji mamy z panem zastępstwo! - Jako pierwsza z tłumu wyrwała się drobniutka blondyneczka.
- No to super! A o co chodzi? - zapytałem z lekkim niepokojem
- No ale to co my mamy z panem? Polski, muzykę czy informatykę?
- Hmm, polski mamy za chwilę, tak?
- Tak! - odpowiedział mi mały chór.
- Muzykę we środy, tak?
- Tak! A będzie pan pytał z fletu? - niepokój zagościł na pyzatej buzi Michała. Bo mi mama jeszcze nie kupiła!
- Flety dopiero za tydzień! Mówiłem przecież, że poczekamy, inaczej wasi biedni rodzice zbankrutują!
- A mi pies zjadł! - zawołał z dumą Wojtek. Zęby mu rosną!
- Akurat, zęby! - Uśmiechnąłem się. Przyznaj się lepiej, że zapomniałeś dać mu rano suchej karmy!  - Gromki śmiech rozniósł się po zapełniającym się korytarzu. Gdzieś tam dosłyszałem komentarz „Pewnie sam mu zjadł!” Udałem jednak, że nie słyszę...
- No to co mamy? - niestrudzenie indagowała Emilka. „Infę”?
Cóż miałem robić, wyjście było tylko jedno...
- Tak, zrobimy informatykę.
- Hurra!!! - nacierająca Armia Czerwona nie robiła chyba większego zgiełku. Podniósłszy ręce jak Chrystus ze Świebodzina, przekrzyczałem hałas:
- Gdzie wolicie, na laptopach czy na makach?
- Na makach!!! - gromka aklamacja zagłuszyła pierwszy dzwonek, ja jednak postanowiłem się trochę z nimi podroczyć. Kawy i tak już przed lekcjami wypić nie zdążę...
- A dlaczego tam? Nie wolicie na lapkach?
- Nie... - ze zdziwieniem zauważyłem pewien niesmak na ich twarzach... - tam jest głupio. A u góry są lepsze komputery, takie całe białe!
- I myszki takie inne!
- I klimę pan ma!
- A do tego mamy z „infy” najfajniejsze podręczniki ze wszystkich!!! - Piegowata twarz Rafała zapiegowała się chyba jeszcze bardziej z wrażenia - Żadne inne nie są takie super!
- Dlaczego najlepsze? - udałem zdumienie. A z polskiego to co, gorsze? Podstępnie rzuciłem hasło w tłum.
- Proszę pana... - grymas na twarzy czwartoklasistów powiedział mi wszystko. Sam nam pan powiedział, że są najlepsze, nie? I to już na pierwszej lekcji! A teraz nas pan podpuszcza!
- I tak mi we wszystko wierzycie? To czemu niby takie najlepsze?
Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, nagle zaczęła się regularna licytacja:
- Bo są kolorowe!
- I mają płytę!
- I wszystko jest tam wyjaśnione! Po kolei!
- I mają dużo obrazków!
- A mój tata to mi wziął książkę z „infy” i sam się zaczął z niej uczyć!
- A mój starszy brat, co ma już dwadzieścia lat, to ma w domu pełno takich książek o komputerach i na każdej też jest napisane „Helion”!
- Co się dziwisz! Bo oni wydają same takie informatyczne, to chyba wiedzą, co w podręczniku napisać! - głosem autorytetu moralno-informatycznego podsumował Michał.
Dzwonek na lekcje z niemałym trudem przebił się przez kolejny wybuch śmiechu.
- Koniec! Na lekcje, już! - wygoniłem towarzystwo i pobiegłem do pokoju. Wciąż ociekałem topniejącym śniegiem, a tu dyrekcja zaraz spojrzy na mnie swym pryncypalnym wzrokiem, co ja tu jeszcze robię w kurtce zamiast salę otwierać...
Wspinając się z dziennikiem pod pachą na drugie piętro, skacząc co drugi schodek, zacząłem sam się zastanawiać nad podręcznikiem. No tak, uczę z niego już kilka lat, sam go wybrałem i do tej pory nie zwróciłem zbytniej uwagi na to, jak widzą go dzieci. Podręcznik wybrałem z wielu powodów, a głównym był ten, że spośród wielu, z jakich uczyłem w kilku szkołach, ten był i jest najlepszy. Ma doskonale przemyślany układ treści, w zasadzie sam uczy krok po kroku rozwiązywania konkretnych problemów na komputerze, jest świetnie wydany na dobrym papierze, z niepowtarzalną, bielutką okładką (w końcu, skoro to iPodręcznik, to noblesse oblige). Na dołączonej płycie ma nie tylko zadania, ale nawet niezbędne, omawiane w książce oprogramowanie. Nie bez znaczenia był tez fakt, że to chyba jedyny podręcznik wydany na Maki i Mac OS X. A skoro wymyśliłem sobie makowską pracownię, to i podręcznik musiałby być taki. Z drugiej strony przecież zdarzało się, że uczeń mimo wyraźnego zapisu w spisie podręczników miał „Informatykę Europejczyka” w wersji windowsowej i z powodzeniem pracował na takiej przy maku. No a teraz, odkąd druga pracownia jest na Windows 7, uczniowie nadal mają tylko jeden podręcznik a bez problemu wykorzystują go na lekcjach. Widać zatem, że wieloplatformowość programu i podręcznika doskonale się sprawdza. Przecież my nie chcemy nauczyć tylko jak się obsługuje konkretny program czy OS. Wszak mamy nauczyć sposobu myślenia i działania, a nie tylko automatycznej klikaniny…           
No i jest jeszcze jeden powód! - głos sumienia zabrzęczał mi w głowie, gdy wpuszczałem szóstą klasę do pracowni - Twoje lenistwo i skleroza!
Fakt. Nie zawsze mam czas przygotować się przed lekcją... Usiłując za wszelką cenę utrzymać rodzinę  i spłacać kredyty, uczę trzech zupełnie odmiennych przedmiotów. Gdybym musiał cała swą uwagę poświęcić na informatykę, na polski i muzykę brakłoby mi czasu. Nie wspominając jeszcze o opiece nad SU i tymi kilkoma godzinami w gimnazjum... Jest zatem „Informatyka Europejczyka” moim wybawieniem. Ma doskonała obudowę metodyczną, program nauczania, rozkłady materiału, czasem prowadzi jak za rączkę. Nie muszę zatem zachodzić w głowę, co będzie dziś na lekcji. Wszystko mam czarno na białym przed nosem... A jako wisienka na torcie serwis internetowy z planem lekcji, testami on-line, forum. I do tego bardzo miły newsletter.
- Proszę pana, pogramy dzisiaj? - tradycyjne pytanie uprzedziło „dzień dobry” a duch nadziei przefrunął nad klasą z lekkim westchnieniem.
- Tak, na organach. Wewnętrznych! - Tradycyjna odpowiedź spowodowała twarde lądowanie ducha nadziei piętro niżej... - Dzień dobry! Proszę się zalogować i otworzyć podręczniki! Co my to dzisiaj? Aha, już wiem. Szukamy rozdziału o arkuszach kalkulacyjnych. Sama radość! No to do roboty...

Kolejne trzy nagrody - nawigacje samochodowe otrzymają użytkownicy kont: beataku, SluTom, pjanu
Pandrive'y otrzymają osoby korzystające z kont: gosia.sz, symenides, angermank, j.sikorski, wnuczuk, danolek, ancia40, gegor1, beata1, 79monik, browny, jackowska, beako, atawi, siarka1968, elach11, lucjapi, dombrowska, ela111, ana2626, bozena22,

Gratulujemy wygranych i zapraszamy do kolejnej edycji konkursu.